Chrześcijański fundamentalizm, czy zlepek poglądów znalezionych w Google?
To nie był ani chrześcijański fanatyzm ani prawicowy fanatyzm, ani nawet fanatyzm antymuzułmański, który przywiódł Andersa Behringa Breivika, człowieka który dokonał w lipcu rzezi około 80 osób w Norwegii, do obłedu. Był to Google.
Głodne odpowiedzi na pytanie dlaczego ten 32-latek zdetonował bombę na nawozach, od której zginęło 8 osób w sercu Oslo, i który potem zastrzelił jeszcze około 70 osób na obozie młodzieżowym Norweskiej Partii Pracy na pobliskiej wyspie, środki masowego przekazu mozolnie wertują 1500-stronnicowy dokument, który Breivik opublikował swoim znajomym na Facebooku zanim wpadł w szał zabijania. Zatytułował go: “2083 - Europejska Deklaracja Niepodległości”.
Był to przebiegły pomysł na rozgłos. Teraz, jego dziwne teorie o dominacji kulturowego marksizmu, porażce wielokultorowości i inwazji Islamu krążą po internecie. Przygotował nawet odpowiedzi na pytania, które oczekiwał, że będą zadawane najczęściej o jego życiu osobistym i programie, włączając pytania o jego ulubione piwo, filmy i wodę kolońską.
Ile z tego jest prawdą, będzie wymagać błyskotliwych zdolności literackich Francuskiego dekonstrukcjonisty. W rzeczy samej, dołączył on do tekstu długi załącznik deklarując, że jego książka jest “fikcją”:
“wszystkie obciążające informacje w tej pracy zostały przedstawione jako ‘scenariusz dla fikcyjnego bohatera’ i nie mogą być brane za rzeczywisty plan, strategię lub próbę wyrządzenia szkód żadnej osobie lub infrakstrukturze, grupom politycznym lub próbę przejęcia politycznej albo militarnej kontroli nad zachodnioeuropejskimi rządami”.
Na nieszczęcie, “fikcyjny” horror wyrysowany w dokumencie został zamieniony w rzeczywistość.
To złowrogi wiatr nie wróżący nic dobrego. Ta katastrofa została użyta do usprawiedliwienia potępienia polityków prawicowych, opozycji Muzułmańskiej migracji i Chrześcijaństwa. Jednakże triumfalne wydłubywanie cytatów z jego 1500-stronnicowej kupy bzdur niczego nie dowodzi.
Breivik jest zupełnie niekonsekwentny. Opisuje siebie jako Chrześcijanina, Masona i Odynistę (odrodzonego skandynawskiego poganina). Dwie postacie jakie podziwia to Władimir Putin oraz Benedykt XVI. Ustala budżet dla orgii z prostytutkami, która ma zostać zaaranżowana “tuż przed lub po tym jak pójdę na ostatnią mszę dla męczenników w kościele Frogner”.
Przemawia z postawą zarówno teologa jak i nowego ateisty: “Jeśli chodzi o Kościół i naukę, zasadniczym jest aby nauka miała niekwestionowane pierszeństwo nad biblijnym nauczaniem. Europa zawsze była kolebką nauki i powinna na zawsze nią pozostać”. Wygłasza tyrady przeciwko destrukcji wartości rodzinnych i chce wdrożyć politykę jednego dziecka w krajach rozwijających się, aby uratować środowisko.
Dokument zawiera także link do spisu treści z nagłówkami rozdziałów i przypisami - wszystko to składowe naukowego artykułu. Jednakże większość materiału wydaje się być skopiowana i wklejona z blogów oraz stron internetowych. Znaczące części manifestu Unabombera zostały włączone w tekst, bez podania autora. Całe rozdziały zostały wyjęte od anonimowego norweskiego blogera Fjordmana. Rozdział wprowadzający odtwarza broszurę o politycznej poprawności Fundacji Wolnego Kongresu, amerykańskiego zespołu analityków.
Wszystko zostało skompilowane w nastroju Wikipedyjnej akademickiej obiektywności bez nonsensów, począwszy od analizy danych demograficznych Muzułmanów do opisów jak kupować broń aby dokonać masowego morderstwa.
W skrócie, jest to 778,257-słowna demonstracja, że Google jest nie tylko zdolny uczynić z nas głupków, jak argumentował Nicholas Carr w słynnym artykule w Antlantyku trzy lata temu, ale także agresywnych i pełnych nienawiści.
“Co powoduje internet, to przeniesienie nacisku z naszej inteligencji, z rodzaju jaki można nazwać medytacyjną lub kontemplacyjną inteligencją w stronę bardziej możnaby rzec utylitarnej inteligencji. Ceną za szybkie posuwanie się wśród mnóstwa informacji jest utrata głębi naszego myślenia”, Carr napisał później.
Dowody tego znajdują się na brzegach wyspy Utøya. To co ten dokument ujawnia to osobowość, która była kształtowana przez lata samotnej interakcji z internetem, pustą skorupę wypełnioną do granic możliwości trywializmami milionów przeglądów stron. W pewnym momencie, mówi, że spędził “tysiące godzin” brnąc przez Facebook usiłując wypromować swóją sprawę. Przygotowywał się do najważniejszego dnia grając w grę komputerową “World of Warcraft” - Kataklizm”.
Pewnego razu, Hal Varian, główny ekonomista Google, przewidział, że “Umożliwiając powszechny dostęp do informacji pozwoli [biednym] ludziom zrealizować swój pełny potencjał, dając korzyści całemu światu”. To wydaje się nazbyt optymistyczne. Potrzeba czegoś więcej niż informacji.
Dla niektórych osób, beskres internetu może być zabójczy. Myślenie krytyczne i wyciąganie prawidłowych wniosków z mylących danych o tym jak działa świat wymaga zintegrowanej osobowości. Breivik jej nie miał. Pozwolił internetowi na wchłonięcie jego samego, a jego inteligencja słabła z każdą chwilą stając się potem tylko punktem węzłowym sieci.
To właśnie w cieple rodzinnego ogniska większość osób przyswaja światopogląd, który czyni świat spójnym i uporządkowanym. Breivik nigdy takiego nie miał. Jego ojciec, Jens Breivik, odszedł kiedy on miał tylko roczek i nie udało mu się pozyskać praw do dziecka. Było to podczas jego drugiego z trzech małżeństw. Jego matka także miała trzech partnerów. W tle pojawia się jeszcze kilkoro przybranego rodzeństwa.
Kim tak naprawdę jest Breivik, co naprawdę czuje, pozostaje zagadką. Istnieje jednakże w tym wszystkim cytat z jego pracy ukazujący kim są mężczyźni, żyjący zgodnie z współczesnymi norweskimi wartościami:
“Większość ludzi podążających tą drogą zdaje sobie w pewnym momencie życia sprawę, że jest to bardzo płytki żywot. Pragną czegoś lepszego, lecz są w pułapce nieoficialnych ‘reguł gry’ propagowanych przez każdy aspekt społeczeństwa. W tym momencie masz 30-40+ lat, bez rodziny, bez dzieci”.
Albo innymi słowami Anders Behring Breivik.
Surfowanie po internecie daje ci fakty, nie wartości według których żyć. Możesz nauczyć się moralności i wiedzy samego siebie poprzez oddanie i interakcję z innymi ludźmi, nie przez googlowanie. Dzieje się to w czasie, kiedy rodziny się rozpadają i wiele dzieci dorasta bez udziału swoich rodziców, ile jest jeszcze na świecie Breivików
autor- Michael Cook jest redaktorem MercatorNet.
Link do oryginału: http://www.mercatornet.com/articles/view/googling_for_madness/